Zaniżanie cen w groomingu – dlaczego to nie jest dobra droga
- Kamila Kamińska

- 23 lut
- 4 minut(y) czytania

W branży groomerskiej bardzo często widzę ten sam schemat.
Ktoś kończy kurs, otwiera salon i na start ustala ceny „bardzo konkurencyjne”. Dużo niższe niż lokalny rynek. Bo trzeba przyciągnąć klientów. Bo to dopiero początek. Bo jeszcze nie ma się pewności siebie. Bo „jakoś trzeba wystartować”.
Rozumiem to. Każdy z nas kiedyś zaczynał. To jest ok na sam początek, ale później trzeba je podnosić, tylko że wtedy robi się problem, bo przecież nie podniosę teraz ceny, aż o 100 zł lub więcej bo stracę tych klientów, którzy przyszli do mnie, bo miałam najtaniej.
Zaniżanie cen to nie jest strategia, to reakcja na lęk.
Problem polega na tym, że bardzo niskie ceny rzadko prowadzą do stabilnego, zdrowego biznesu. Prowadzą natomiast do przemęczenia, pracy ponad siły i poczucia, że robisz dużo, a zarabiasz za mało. Do tego dochodzi jeszcze coś ważniejszego – psujemy w ten sposób rynek.
Jeśli jeden salon strzyże maltańczyka za 120 zł, drugi za 220 zł, a trzeci za 300 zł, klient najczęściej nie widzi różnicy w jakości pracy, standardach czy bezpieczeństwie. Widzi tylko cenę. I zaczyna traktować grooming jak produkt z półki sklepowej. Tymczasem to jest specjalistyczna usługa, odpowiedzialność za żywe zwierzę, wiedza, ryzyko, doświadczenie i ogromna uważność.
Zaniżanie cen sprawia, że:
– obniża się postrzegana wartość zawodu groomera
– powstaje chaos cenowy
– przyciągamy klientów kierujących się wyłącznie ceną
– trudniej później podnieść stawki
– budujemy biznes oparty na ilości, nie jakości
A przecież większość z nas nie wchodzi do tej branży po to, żeby pracować jak w fabryce.
Zamiast konkurować ceną, można konkurować wartością.
Można budować markę - pokazywać proces pracy, edukować klientów. Tłumaczyć, z czego składa się usługa. Pokazywać „przed i po”, standardy czystości, spokojne podejście do psa. Można jasno komunikować zasady, profesjonalizm i odpowiedzialność.
Świadomy klient mniej negocjuje.
Często słyszę też, że rozwiązaniem są karnety, wizyty gratis albo duże rabaty lojalnościowe. I tutaj chcę powiedzieć bardzo wprost – ja nie jestem zwolenniczką karnetów ani wizyt gratis jako stałego modelu działania. Nie obniżam cen tylko dlatego, że ktoś przychodzi regularnie. Nie dokładam „szóstej wizyty za darmo”. Nie buduję relacji przez rabaty.
Uważam, że usługa groomerska ma swoją wartość i nie trzeba jej osładzać promocjami, żeby była atrakcyjna.
Robię wyjątek tylko w jednej sytuacji – kiedy wprowadzam nową usługę, którą chcę rozreklamować. Jeśli pojawia się nowy zabieg pielęgnacyjny i chcę, żeby klienci go poznali, wtedy mogę zaproponować go w dużo niższej cenie albo nawet jednorazowo gratis przy usłudze głównej ale tylko dla kilku pierwszych klientów. To jest świadoma strategia marketingowa. To nie jest zaniżanie swojej wartości - to promocja nowości. Robię też wtedy content na media społecznościowe by dalej promować usługę.
Nie jestem też zwolenniczką robienia prezentów dla klientów na święta i wydawania w ten sposób pieniędzy z marży salonu. Zamiast tego inwestuję w przestrzeń.
W naszym salonie dbamy o wystrój recepcji przy różnych okazjach – Halloween, Boże Narodzenie, Walentynki. Zmieniamy dekoracje, tworzymy klimat. Chcę, żeby pracownikom było miło przychodzić do pracy i żeby klienci czuli, że trafiają do miejsca z charakterem i dbałością o detale. Na recepcji zawsze stoi miseczka z cukierkami. To drobiazg, ale buduje atmosferę.
Wolę inwestować w doświadczenie i estetykę niż w promocje.
Daję też wartość w inny sposób – przez edukację. Tworzę edukacyjne posty na Instagramie. Prowadzę bloga, na którym można realnie zyskać czytając – dowiedzieć się, jak pielęgnować psa, jak zapobiegać kołtunom, dlaczego regularność wizyt ma znaczenie. To jest wartość, która zostaje z klientem, to jest budowanie świadomości.
Każdy salon może działać inaczej. Każdy właściciel ma swój pomysł na marketing. I to jest w porządku.
Najważniejsze jest to, żeby strategia rezonowała z Tobą – jako właścicielem salonu i groomerem. Jeśli coś robisz tylko dlatego, że „wszyscy tak robią”, a w środku czujesz, że to nie Twoje, szybko pojawi się zmęczenie i frustracja.
Cena to komunikat, mówi, czy traktujesz swój zawód poważnie.
Czy wierzysz w swoje umiejętności.
Czy budujesz stabilną firmę, czy walczysz o przetrwanie.
Można przyciągać klientów marketingiem, jakością, estetyką, komunikacją, edukacją i doświadczeniem. Nie trzeba przyciągać ich najniższą ceną.
Łatwo jest proponować swoje usługi tanio, ale po co. Stabilny biznes – wymaga odwagi i konsekwencji. Nie jest to łatwe, są górki i dołki, ale jeśli Ty znasz swoją wartosć to klienci też będą.
I właśnie tej konsekwencji życzę każdemu, kto wchodzi do tej branży.
Na koniec chcę powiedzieć jeszcze jedną ważną rzecz.
Zaniżanie cen bardzo często nie wynika z kalkulacji biznesowej, wynika ze strachu - ze strachu przed odejściem klientów, przed pustym grafikiem, przed tym, że ktoś wybierze „tańszy salon obok”.
Ale obniżanie cen nie leczy tego strachu, ono go tylko maskuje.
Tutaj trzeba działać inaczej — wzmacniając pewność siebie u źródła.
Doszkalając się
Pracując nad techniką
Budując portfolio
Nie tylko dla klientów, ale też dla siebie. Żeby móc po czasie wrócić do zdjęć sprzed roku czy dwóch i zobaczyć realny postęp. Zobaczyć, jak bardzo się rozwinęłaś. Jak zmieniła się precyzja, proporcje, wykończenie detali.
To buduje pewność znacznie skuteczniej niż obniżenie ceny.
Trzeba zacząć od źródła, 0d siebie.
Na budowanie pewności siebie jest wiele sposobów.
Są książki o rozwoju osobistym
Są szkolenia
Są warsztaty
Jest praca nad własnym przekonaniem, że to, co robisz, ma wartość.
Bo jeśli sama nie wierzysz w swoją wartość, rynek bardzo szybko to wyczuje.
Cena powinna być odzwierciedleniem Twojej pracy, wiedzy i odpowiedzialności.
Rozwój zawodowy i osobisty idą w parze. Im mocniejsza jesteś wewnętrznie, tym stabilniejszy jest Twój biznes.
I od tego naprawdę warto zacząć.



